>

O Nas


OceniajÄ…cy
Dodaj
Regulamin

Zgłoszenia


Wpisz siÄ™
Przegladnij

Kolejka

Matt
Assonnata


Lena Nika
Nootshell
Snares
Online
Orla Black
Malfoy estate
Little shadow


Shariana
Dangerous
Syriusz Black
Be sophisticated
Brakadresu
Cross


Michelle
Knockout
Aurora Sinistra
Imię, Krew, Przysięga

Ocenieni


celujÄ…cy

bardzo dobry
Lady Drugeth (LN)
Adolescencja (Sh)
Aloha faint (M)
Stimulate sense (M)
Morbid (LN)

dobry
Let me sign (LN)
Większe dobro (LN)
Chollera (M)
Meadowes (G)
Śmierci anioł (M)

dostateczny
Holly Vain (LN)
Nicola (M)
Nonsensical (M)

dopuszczajÄ…cy
Two face hp (LN)
The-story-continues (G)

niedostateczny

Wyróżnieni

Lady Drugeth
Stimulate sense


Konkurencja

Jimmy Ocenia
Opinions
Oceniam
Oceny Kasztanowca
Marks
About Fav Book Host Sign Stencil

Ocena 15. - "Śmierci anioł"

środa, 26.sierpnia.2009, 19:15

Oceniający: Matt
Blog oceniany: Śmierci anioł



Patrzę na link do twojego bloga, "Śmierci anioł". Hm... Może będzie ciekawie. Wchodzę a tu "zonk". Jakaś kobitka dziwnie spogląda na mnie swoimi nienaturalnie zielonymi oczętami, spod przydługiej grzywki. Spodziewałem się czegoś w stylu mrocznego emo. Pierwsze wrażenie nie dodało ci plusów.

Kiedy tak przyglądam się temu wszystkiemu, to coraz bardziej mi się nie podoba. Wszystko jest tak ściśnięte, szczególnie menu. Od tego szablonu na kilometr śmierdzi, że tak powiem amatorszczyzną. Poza tym jego główna część kończy się w pewnym momencie i pojawia się paskudna zieleń. Aha, i te cytaty są tak oklepane jak fasolka po bretońsku. Nie podoba mi się.

Przechodzimy teraz, proszę państwa, do tego co paluszki wystukały na klawiaturze, czyli treści.
Średnio dwie notki na miesiąc. Sprawia to wrażenie jakbyś pisała to od niechcenia, a może czekasz na wenę? Twoja sprawa. Pasowałoby jednak, abyś częściej je dodawała. A co się tyczy samej treści... Niby poprawnie napisane, niby jakiś sens jest, ale wychodzi ci to tak pseudofilozoficznie (tak, wiem, wymądrzam się). W niemal każdej notce afiszujesz się ze swoją innością i tym, że krytyka cię "nie tyka". Błagam, teraz każdy jest "inny" na swój sposób.

"Co rozumiem przez słowo "sens"? Tych prawdziwych, którzy dadzą mi upaść abym mogła wstać."

No i jaki jest w tym sens? Jakich "prawdziwych"? Przyjaciół? Ludzi? Nie rozumiem. Poza tym, zdarzały ci się wpadki interpunkcyjne tzn. brak spacji przed pauzą, przecinkiem i po kropce. Oczywiście nie jest to bardzo częste zjawisko u ciebie, lecz występuje. Błędów ortograficznych nie ma, bynajmniej nie zauważyłem.

No ale wracając jeszcze na chwilę do treści. Brak w tym wszystkim inwencji, jakiejś koncepcji. Wciąż narzekasz i się użalasz. Nie zauważyłem zbyt wielu fragmentów, gdzie można by było się zatrzymać i przemyśleć, no może poza ostatnią notką. Po prostu nuda.


Podsumowując:
Na szablonie się zawiodłem. Zmień go, proszę. Nie było zbyt wiele filozofizmu, twórczości, jakiejś błyskotliwości, lecz uważam, że masz potencjał i możliwe, że stać cię na więcej.

Byłem zbyt uszczypliwy? Nieważne.

Nie jestem pewien końcowej oceny. Stawiam ci czwórę z minusem i żyj w pokoju. Amen.

Matt dziękuje za uwagę.

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Ocena 14. - "Morbid"

wtorek, 25.sierpnia.2009, 13:03
Oceniająca: Lena Nika
Blog: Morbid



WYGLĄD
W sumie, niewiele da się powiedzieć… Bo nie wiem, czy to wina mojej przeglądarki, czy jednak taki jest stan faktyczny, ale blog nie posiada żadnej grafiki. Jest tylko czarne tło i białe litery. Owszem, najważniejsza jest treść i ja, wystawiając ocenę, nawet nie biorę pod uwagę szablonu, ale jednak miło by było, gdyby na blogu witał potencjalnego czytelnika jakiś przyjemny dla oka obrazek.
Jednak prócz czarnej pustki przed tekstem ogólnie jednak wszystko wygląda estetycznie. Całe menu schowane na oddzielnej podstronie, ok. Może tylko za dużo notek na stronie głównej. Utrudnia to znalezienie czegokolwiek, ale całe szczęście na podstronie „o mnie” są linki do rozdziałów.
Linki do innych blogów w formie „iksów”… Wygląda to estetycznie, owszem, ale nigdy tego nie lubiłam. Może to z wrodzonego lenistwa, bo przecież trzeba najpierw najechać myszką na taki „iks”, aby się dowiedzieć, dokąd prowadzi…


PODSTRONY
A właściwie jedna, na której umieściłaś według mnie wszystko, co jest potrzebne. O czym jest twoje opowiadanie – jest. O tym, skąd się wziął taki pomysł a nie inny – jest. Z niezbyt obszernego, ale za to treściwego tekstu można też wysnuć coś o samej autorce, a mianowicie, że nie jest zupełną amatorką, jeśli o pisanie chodzi. Cóż, zobaczymy, na ile to się przełoży na jakość opowiadania…


STYL PISANIA
Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Potrafisz świetnie nadać odpowiednią atmosferę, oddać emocję bohaterów, grozę danej sytuacji, trzymać czytelników w napięciu… Twoje opowiadanie czytało się naprawdę przyjemnie, a do tego nie jest kolejną lekką opowiastkę, o której po przeczytaniu zaraz się zapomni, ale coś, co utkwi w pamięci na dłużej. Naprawdę, nie mam się do czego przyczepić.


FABUŁA
Już jak tylko przeczytałam to wprowadzenie na podstronie „o mnie” to wiedziałam, że to jest opowiadanie o mnie. Wreszcie ktoś, kto postanowił coś zrobić z tym słitaśnym, odrealnionym epilogiem, który zaserwowała nam Rowling! Dobra, przypuszczam, że nie jesteś pierwsza ani ostatnia, ale ostatnimi czasy raczej odcięłam się od literatury potterowskiej, powracając dopiero teraz, na wymogi ocenialni. W każdym razie od razu nastawiło mnie pozytywnie do twojego opowiadania i, całe szczęście, nie czekało mnie rozczarowanie.
Już pierwsza scena wprowadza czytelnika w ponury świat, tracący powoli swoją magię, szary, zmugolszczony. Coś się kończy nieubłaganie, wymiera. I te puste ramy portretów w gabinecie ministra magii… Im dalej zagłębiamy się w wykreowany przez ciebie świat, tym bardziej możemy odczuć owe zmiany. Finniganowie, którzy wyrzekli się magii. Mugole zdający sobie sprawę z istnienia czarodziei, pełni nieufności i wrogości w stosunku do nich, Inkwizytor… Jak na razie twoje opowiadanie jest wręcz depresyjne, jedynie z nielicznymi przebłyskami bardziej optymistycznych momentów. Mi jednak to pasuje. Bo, szczerze mówiąc, to wolę myśleć, że tak właśnie potoczyły się losy rowlingowskich bohaterów i jej świata czarodziei, niż tak, jak przedstawiła to ona sama. Bo wierzę, że czarodzieje jednak odbiją się od dna, w porę opamiętają. W końcu, przez tyle lat dawali sobie radę. Owszem, mugole nigdy dotąd nie byli tak równi czarodziejom, dzięki swojej technologii – a przecież jest ich o wiele więcej. Jednak chyba nie może się skończyć tak, że magia całkowicie wyginie, prawda?
Jednak abstrahując od moich przemyśleń, a wracając do oceny… Już po pierwszym rozdziale widać, że nie trzymasz się kanionu nie tylko w kwestii samej koncepcji całego magicznego świata, ale i poszczególnych bohaterów. Harry rozwiódł się z Ginny, nie mieli dzieci. Ron i Hermiona co prawda nadal są ze sobą (a szkoda, bo właśnie ta para zawsze mi się wydawała najmniej realna i normalnie ich małżeństwo raczej nie powinno przetrwać…), ale Ron nienawidzi Harrego za to, że skrzywdził jego siostrę (szczegółów na razie nie poznałam) i dopiero w obliczu zagrożenia Trójca znowu się powoli jednoczy.
Chociaż całe opowiadanie kręci się jednak głównie wokół sprawy tajemniczego Inkwizytora, zabijającego czarodziejów, to jednak udaje ci się wpleść w to dalsze losy znanych bohaterów. Nie tylko Harrego, Rona i Hermiony, ale również profesor McGonagall, Malfoyów, Weasleyów, a nawet małego Teda Tonksa (to była scena, która mnie chyba najbardziej wzruszyła…) Prócz tego wprowadzasz własną bohaterkę, Victorię Sanchez, policjantkę-czarownicę, która prowadzi sprawę Inkwizytora. Wszystko jest jasno przedstawione, jedynie raz się pogubiłam, przy morderstwie Finniganów (tu za to muszę przyznać laur dla sceny, która najbardziej mną wstrząsnęła w tym opowiadaniu; szczególnie ów mały chłopiec, przybity do ściany na podobieństwo ukrzyżowanego Chrystusa). Jednak przez długi czas nie skapnęłam się, że to Finninganowie, myślałam, że to po prostu jakaś tam magiczna rodzina i zdziwiło mnie, czemu wszyscy aż tak rozpaczają. Owszem, było powiedziane, że to się działo we Frimley i jak potem wróciłam do pierwszego rozdziału to rzeczywiście, było wspomniane, że tam właśnie mieszkali Finniganowie. Ale o takich szczegółach się zazwyczaj nie pamięta, nawet jak się czyta wszystko na raz, jak ja, a co dopiero jak się czyta notki w odstępach, tak, jak są one dodawane. Po prostu nieco to mnie skonfundowało i trochę zepsuło atmosferę, bo zamiast czuć grozę, to się cały czas głowiłam, o co u licha w tym chodzi…
Jeszcze tylko jedna rzecz. Dziwi mnie mianowicie, że ten Inkwizytor, niejaki Draven, sam się zgłosił na policję. O ile to rzeczywiście jest on, chociaż na razie wszystko na to wskazuje. Nie wiem, mam pewną teorię na temat tego wszystkiego, ale zobaczymy, jak ty to wszystko rozegrasz. Bo podejrzewam, że to nie koniec sprawy z Inkwizytorem. Za prosto by się to skończyło…


BOHATEROWIE
Victoria Sanchez – policjantka prowadząca sprawę Inkwizytora, od jakiegoś czasu też interesująca się Draco Malfoyem i jego tajemniczym zniknięciem ze świata czarodziejów. Osoba zdecydowana, oddana swojej pracy, aczkolwiek czasem mająca po prostu wszystkiego dosyć.
Harry Potter – nie jest to już żaden Cudowny Chłopiec, Wybraniec. Wydaje się, że świat czarodziejów zapomniał o tym, który uwolnił go od Voldemorta. Harry jest rozwodnikiem, mieszka samotnie, pracuje dla kancelarii ‘Wachowsky&Wachowsky’, popadając w coraz większą rutynę. Tęskni za przeszłością, nie widząc najwyraźniej miejsca dla siebie w teraźniejszości. Zdecydowanie bardziej przekonuje mnie taki Potter, niż ten z rowlingowskiego epilogu.
Czekam jeszcze na dokładniejsze zgłębienie postaci Hermiony, o którym było wspomniane w „Inspiracjach”, bo to ona była moją ulubioną postacią z Trójcy i według mnie to ją Rowling najbardziej skrzywdziła epilogiem.


BŁĘDY
Zauważyłam jedną literówkę, której teraz niestety nie przytoczę, bo nie zanotowałam sobie, gdzie ona wystąpiła (chyba jednak muszą zacząć to robić…) Więcej błędów nie zaobserwowałam, pochłonięta fabułą opowiadania.


PODSUMOWANIE
Jakoś ciężko było mi się zabrać do tej oceny… Może to dla tego, że w sumie niewiele ci mogę poradzić? Twoje opowiadanie jest naprawdę świetne, dawno nie czytałam tak dobrego fanficka. Przede wszystkim ujęła mnie twoja wizja świata czarodziejów, chylącego się ku upadkowi. Zastanawiałam się nawet nad oceną celującą dla ciebie, ale jednak twojemu opowiadaniu do doskonałości jeszcze trochę brakuję, tak więc wystawiam ci w pełni zasłużoną piątkę i czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg twojego opowiadania.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Ocena 13. - Adolescencja

sobota, 22.sierpnia.2009, 22:53
Oceniająca: Shariana
Blog:Adolescencja


Pełna zapału, jak przystało na nową oceniającą, zabieram się za bloga, którego nazwy nie umiem wymówić, mimo najszczerszych chęci. Pomińmy problemy mojego niemrawego języka milczeniem...



Wchodzę na bloga i wita mnie całkiem ładny szablonik z kobitką w kręconych włoskach. Na szablonie nieco przydługawy napis "Może w każdym życiorysie, obok działających w nim osób, musi uczestniczyć znana tajemnicza siła, postać mało symboliczna, która przybywa na pomoc niewzywana". Nieco za długi napis, jak na szablon, w dodatku zmiana czcionki, choć nie rażąca, nie przekonuje mnie zbytnio. Prócz tego, nie podoba mi się "{znana tajemnicza siła}" w tytule. "Znana tajemnicza siła" - tym byś mnie przekonała. Menu jest bardzo eleganckie, znajduje się pod notkami. Według mnie, mogłabyś tam też dodać rozdziały. Nie przekonuje mnie umieszczanie ich na górze. Pod menu znajdują się dwie muzyczki. Jedna, po lewej stronie, nie działa, za to druga pasuje do spokojnego klimatu szablonu i nie przeszkadza w czytaniu.
A szablon twojej roboty zdaje się. Moje gratulacje. Gdyby nie wyżej wymienione przeze mnie wady, byłby wspaniały.


Zacieram zatem łapki i zabieram się za treść.


A zatem HP. Nie jest to moja ukochana tematyka, ale jestem w stanie to przeczytać.
Już pierwsze zdanie rzuca mi się w oczy:
"Lato tego roku nie rozpieszczało Londynu słoneczną pogodą." - może i poprawne, ale dziwnie brzmi. Ładniej byłoby "Tego roku lato (...)", albo też "Tegoroczne lato (...)" - nie uważasz?
Dalej nie znalazłam większych błędów. Tu i tam zabrakło przecinka, aczkolwiek były to tylko pierwsze notki.


Co do treści - opowieść zaczyna się w Londynie, nawiedzanym przez depresję wywołaną pogodą. Bohaterka, Adrianna Mustellini, zamieszkuje jedyny dom, który nie dał się tej fali odrętwienia. Po kilku minutach czytania dowiedziałam się, iż Ada ceni sobie porządek, nie lubi Klaksona (jakie to imiona dla psów ludzie nie wymyślą...) i ma brata Adama (który w moich oczach dorobił sobie miano idioty). Niedługo potem okazuje się, że Ada pracuje w redakcji gazetki szkolnej "Feniks", gdzie liczyła na awans. Na próżno.
Mało tego, wyrzucili ją z roboty. Straszne.
Kiedy zabrałam się za rozdział drugi, byłam święcie przekonana, że będzie to klasyczna obyczajówka - młodzieżówka, z tą różnicą, iż w hogwartowskim świecie. Ciekawy atak na Adę wprowadził jednak nieco akcji.
Niedługo potem pojawia się pan Black - Regulus Arcturus. Wredny, zimny i czarnowłosy. Podoba mi się.
Potem opowiadanie wróciło do pierwotnej wersji - spokojne, milutkie perypetie Ady, która za wszelką cenę chce wrócić do redakcji. Przy okazji poznajemy chłopaka Ady, noszącego dumne imię Jonathan Summers. Nie lubię go. Bo tak.
No i jest jeszcze Spike. Strasznie dużo chłopaków wokół Ady, nie uważacie?

Mniej więcej tak to się toczyło. Ada dostała w swoje łapki paczuszkę, którą próbuje otworzyć, ale boi się przełamać pieczęć. Zachodzi na imprezę do Klubu Ślimaka, gdzie znowu spotyka kuzyna. I tak dalej, i tak dalej.
Żadnych tajemniczych mocy. Żadnych morderstw, intryg, gwałtu i gejów. I bardzo dobrze, choć czasem mały pojedynek by nie zaszkodził. Tak dla ożywienia tego wszystkiego.




W pewnym momencie nasunęło mi się pytanie - czytałaś "Zmierzch"? Wykorzystanie imienia Jasper mogłoby być zbiegiem okoliczności, ale wciśnięcie tuż obok Rosalie, mimo wszystko się Kojarzy.


A nie, nie czytałaś. Zmierzchomania odbija swoje piętno nawet na tych, którzy próbowali się z nią nie zadawać...


Podsumowując


Wprowadź akcję do opowiadania. Więcej wątków, może coś z życia politycznego? Piszesz w formie trzecioosobowej - to bardzo ułatwia sprawę.
Co do szablonu, wypowiadałam się wcześniej. I zrób coś z jedną z muzyczek, jestem ciekawa tego utworu.

Wstawiam piątkę i ziewam na pożegnanie, ukazując komplet świeżo umytych ząbków.

Oceniała - ledwo patrząca na oczęta Sharianka

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Ocena 12. - "Stimulate sense"

piątek, 21.sierpnia.2009, 18:43


Oceniający: Matt

Blog: Stimulate sense


Wchodzę na bloga. Trochę za jasno, biały lekko daje po oczach, ale po chwili jest ok. Menu w porządku, reszta też. Szablon prosty, ale nie zbytnio minimalistyczny. Radził bym zmienić czcionkę na ciemniejszą, bo taką szarą na białym tle ciężko widać z początku. Duży plus za to, że wszystko wykonałaś sama. Brawo. Podziwiam.

"Autobiografia". Takie tam ble ble o tobie. Wszystko przejrzyście, ładnie, ciekawie i w ogóle git. Nawet fotkę zamieściłaś.

Biorę się teraz za treść. Blog prowadzony od dawna, jak sama napisałaś. Nie będę czytał wszystkich notek, z powodu czystego lenistwa. Tylko rzucę okiem. Wybacz. Czytnę 2008 i 2009 rok.

Podoba mi się twój styl. Nie jesteś nastolatką, która opisuje wszystko co się dookoła niej dzieje (np. poprzednia osóbka, którą oceniałem). Wybierasz ważniejsze wydarzenia, swoje uczucia. I dobrze. Nie popełniasz błędów ortograficznych, ani interpunkcyjnych. Twoje notki są takie... niecodzienne, interesujące. Występują metafory i inne środki stylistyczne. Nie mam nic do zarzucenia. Aż chce się czytać.

Podsumowując:

Pasowało by tylko dać trochę ciemniejszą czcionkę. Nic więcej. Wszystko gites.

Mam dylemat co ci wystawić. Dostajesz piątkę z plusem i wędrujesz do wyróżnionych.


Matt dziękuje za uwagę.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Ocena 11. - "Nonsensical"

czwartek, 20.sierpnia.2009, 19:49


Oceniający: Matt
Blog oceniany: Nonsensical



Wchodzę na bloga i wita mnie dziewoja siedząca w wannie i obłożona czasopismami. Szablon w ogóle mi się nie podoba, o ile można to nazwać szablonem. Tło w jakieś paski, tekst w ogóle nie oddzielony. Pasowało by choć jakąś ramkę sobie zafundować, a najlepiej zmienić wszystko.

Biorę się teraz za twoje wypociny.

Marzec 2009. W ani jednej notce nie widzę dużej litery, nie przestrzegasz zasad interpunkcji. Użalasz się nad sobą, żeś gruba itp. Ok, tylko niech to ma ręce i nogi, błagam.
Przechodzimy do kwietnia. To duża litera, czy ja mam zwidy? Opisujesz wszelkie perypetie swojego życia, począwszy od tego, że się pogodziłaś z psem, po to, że poszłaś oddać mocz. No cóż... Mnie to nie interesuje, a w ogóle kogoś tak? No ale plus za to, że interpunkcja była ok.
Maj. Praktycznie żadnych zmian. Czerwiec też. Przy niektórych notkach nawet się trochę pośmiałem. Nie wiem jak tobie, ale mi się wydaje, że powinnaś trochę swoich przeżyć zostawić dla siebie, chyba, że założysz sobie prywatnego bloga.

Lipiec. Trochę się zmieniło. Gdzieniegdzie jakiś cytacik, fragment piosenki. Ale nie sądzę, żeby zbyt dużo to dało. Sierpień taki jak lipiec.

Więc tak... Zmień szablon, bo ten jest do bani. Radził bym ci, ale to tylko rada, żebyś zamiast pisać notki niemal codziennie, to pisała tak co 4 dni i opisała tam jakieś ważne wydarzenia, twoje uczucia itp. I nie musisz się spowiadać ze wszystkiego. Omiń na przykład, że świnka morska ci lata po pokoju.

Czas na ocenę. Nie jestem pewien co ci wystawić. Podwyższę ci ocenę za to, że nie było błędów ortograficznych i interpunkcyjne się rzadko zdarzały. Nie było "xD" i tym podobnych, nie jesteś pokemonem, ani tzw. różową panienką, więc dostaniesz trójkę z minusem.

Matt dziękuje za uwagę.


P.S. Będę wpadać na twój blog, żeby sobie poprawić humor.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Ocena 10. - "Meadowes"

czwartek, 20.sierpnia.2009, 00:48
Oceniający: Greg
Blog: Meadowes

PIERWSZE WRAŻENIE

Wita mnie tutaj szarość i coś jakby na kształt zdjęcia przyklejonego starą taśmą zamiast nagłówka, na poplamionym tle (ostatnio zauważyłem, że w sprawie stron internetowych, staję się totalnym pedantem...). Widzę jakąś dziewczynę z parasolką i od razu przypomina mi się (o zgrozo!) piosenka pt. "Umbrella", czy jakoś tak. Haha! Nawet znalazłem cytat z tej pseudo "piosenki". No coment.

GRAFIKA

Za cholerę nie mogę znaleźć tutaj cokolwiek, co nie miałoby czegoś wspólnego ze skalą szarości. Nawet dla takiego minimalisty jak ja, to koszmar... Znowu widzę na szablonie aktorkę (chyba), której kompletnie nie kojarzę (oprócz tego, że jest na prawie każdej stronie, gdzie główna bohaterka wabi się Dorcas Meadowes)... Ale niżej, przy tzw. "stopce bloga" dowiaduję się, że jest to Zooey Deschanel, kimkolwiek ona jest. Także, jako avatar wstawiłaś jej foto. To już nie jest minimalizm... Zalatuje mi tu czystym lenistwem i tyle.
Podstron - praktycznie brak.
Oczywiście oprócz "Księgi" i działu "O mnie", znalazłem też (zupełnie niepotrzebne, a powiedziałbym nawet, że przeszkadzające) "Kategorie".
Archiwum jest straszne! Zamiast ułatwić czytelnikom życie, ty się wycwaniłaś i wstawiłaś tu tylko "podział notek na miesiące", jak ja to nazywam. Czy na prawdę tak trudno wstawić linki do pojedynczych notek?! CSS'u brak, ale to akurat mnie ucieszyło... Chyba nawet ja nie byłbym w stanie wymyślić tak pokręconego stylu, aby pasował do całej reszty... Szablon ogólnie jest trochę nieczytelny. Stopkę bloga wstawiłaś w złym miejscu... Ona powinna być na samym dole i nie powinna rzucać się w oczy, a tymczasem jest ona wielkości moich rozprawek. Koszmar tak straszny, że aż oczy bolą!
O wszechpotężny Belzebubie! Panie ciemności, piekieł, etc.!!! LINKI W FORMIE AVATARÓW?! Aż mam ochotę zapodać tekst z "Bruno" i wyłączyć tą obrazę internetu. Dolce & Gabbana, HELOŁŁŁ!!! To jest już nie modne! I w dodatku tylko wprowadza zamęt na twoim blogu... Pozbądź się tego.

POMYSŁ/ORYGINALNOŚĆ

Na początek - nigdzie nie mogę znaleźć informacji na temat, czy to opowiadanie jest kanoniczne. Więc załóżmy, że jednak jest.
Nieszczęsna kobieto! Chcesz mnie zabić, czy co?! Pierwszy rozdział z ciekawości wkleiłem do Worda i... ON MA 56 STRON, do słodkiego szatana!!! HELP!!!

Po przeczytaniu dwóch stron, mogę śmiało stwierdzić, że nawet nie masz pojęcia, kim była ta cała Dorcas Meadowes "w rzeczywistości".
1. Nie chodziła do szkoły razem z huncwotami, Lilly Evans, itp. Ona była od nich starsza! Dużo starsza!!!
2. JEDYNE, co łączyło ją z Lilly, huncwotami i resztą tej całej hołoty, to, że byli w Zakonie Feniksa, a po za tym, NAWET SIĘ Z NIMI NIE PRZYJAŹNIŁA!!!
J. K. Rowling udzieliła kiedyś na ten temat obszernego wywiadu, dla jakieś gazety, którego teraz nie chcę mi się szukać w internecie.
Jednym słowem - nie masz zielonego pojęcia, o kim piszesz...

Ojojoj! Mary Sue nadciąga! Tylko, że tym razem, jako Ann Brown. To najlepsza przyjaciółka Dorcas, którą poznajemy, gdy leży na kanapie i zapycha się cuksami, a obok widnieje dopisek, że mogłaby wchłonąć tonę słodyczy, a i tak nie przytyłaby nawet o kilogram... Buahahahhaahahhahaah! Właśnie cię wyśmiałem.

A teraz na poważnie. Pogubiłem się. Większość tutaj to dialogi. Jakbym miał cię podliczyć, to na te nieszczęsne 56 stron, masz tylko kilka porządnych opisów. Reszta to pojedyncze zdania, które równie dobrze mogłyby być skasowane, a opowiadanie nie straciłoby zbyt wiele.
(17 rozdziałów później)
Nie widzę później niczego, co bardzo nie przypadło mi do gustu. Ale jedno musze ci wytknąć… Dorcas, jako dziewczyna Syriusza?! Świat się wali… Ok. Dowiedziałem się, że nie wiesz, kim była ta cała Meadowes… Ale o całej reszcie chyba też nie masz za grosz pojęcia!
Dobra, zapominając o kilku rzeczach, którymi mi podpadłaś, muszę stwierdzić, że blog jest ciekawy. Twój styl jest standardowy, ale jednak można się doszukać fragmentów mowy potocznej, co w tym konkretnym wypadku – nie podoba mi się.

ŚWIAT PRZEDSTAWIONY/BOHATEROWIE

Świetnie przedstawiłaś realia panujące w sytuacji, w jakiej zostaje postawiony świat magiczny. Potrafisz przelać na papier (ekran monitora) wszystkie swoje myśli, wyobrażenia, etc. Gdy czytam jakiekolwiek ff, lubię wiedzieć jak wyobraża sobie całą historię autor/autorka. Odczucia postaci, wygląd pomieszczeń, osób, ogólny opis pogody, czy choćby najmniejsze szczegóły. To naprawdę trudna umiejętność – pokazać komuś całkiem nowy świat, z kompletnie innego punktu widzenia, za pomocą kilku słów. Nie wielu to potrafi, a tobie właśnie się to udało.

TREŚĆ

Opowiadanie jest napisane w sposób, który nie utrudnia czytania. Mam na myśli to, że nie znalazłem jakiś archaizmów, czy czegoś w tym stylu. Jest wciągające i widać, że masz kilka ciekawych pomysłów, które można rozbudować. Zazwyczaj nie chętnie czytam opowiadania o Dorcas Meadowes, gdy widzę, że autor/ka sama nie wie, kim była główna bohaterka, a w dodatku przenosi ją do Hogwartu za czasów huncwotów, aż w końcu łączy ją w parę z Syriuszem. Zawsze jak myślę o czymś takim to mam dreszcze, spowodowane przerażeniem, obrzydzenie, traumą psychiczną i innymi tego typu odczuciami. A jednak przeżyłem całe opowiadanie i jakby tego było mało… podoba mi się. Kanon jest odczuwalny, ale tylko w małym stopniu, bo przecież wcisnęłaś tą całą Dorcas do Hogwartu razem z Evans, Potterem, Blackiem, Lupinem i całą resztą.
Ale teraz przejdźmy do błędów. Masz siedemnaście rozdziałów, a sam pierwszy ma 56 stron w Wordzie, więc to chyba oczywiste, że nie wypisze tutaj wszystkich.

(…)zarabiała krocie jako sekretarka(…)
Jak dla mnie, to zdanie jest abstrakcyjne samo w sobie, ale i tak zapomniałaś o przecinku przed „jako”.

(…)Lily(…)
To imię, pisze się przez dwa „L”: LILLY! W tym wypadku jedno „L” to błąd gramatyczny!!!

Stwierdziła więc, że zadzwoni do Dorcas.
Przecinek, przed „że” jest, ale dlaczego zapomniałaś o tym, przed „więc” i „do”?

odparła Meadowes, przewracając kartki książki.
Przecinek przed „Meadowes”.

A ty co porabiasz?
Przecinek, przed „co”.

Pan Meadowes wstał wcześnie, aby pobiegać, ale zrezygnował z tego pomyłsu, gdy zobaczył, co działo się na zewnątrz. Poszedł więc do kuchni, aby przyrządzić sobie śniadanie, ale czekała go tam miła niespodzianka, w postaci pełnego talerza naleśników z powidłem.
Nie „pomyłsu”, tylko „pomysłu”. Zapomniałbym o interpunkcji! Zgubiłaś przecinek, przed “więc”.

Kiedy ptak zajęty był pałaszowiem przysmaku, dziewczyna sięgnęła po długopis i kartkę, które znalazła w kuchni i napisała krótki list.
Nie „pałaszowiem”, tylko „pałaszowaniem”. No i liczba zaimka względnego nie zgadza się z liczbą rzeczownika obok, w wyniku czego, nieprzyjemnie się to czyta.

Zapięczętowała ona list, Dorcas wręczyła jej pięć szylingów, po czym podeszła do sowy i wręczyła jej liścik.
Po pierwsze. Zrobiłaś literówkę w „zapieczętowała”, wstawiłaś tam dwa razy „Ę”.
Po drugie. Jakie znowu szylingi?!! O co tu come on??!! HALOOO!!! Ona była w magicznym świecie! Tam nie ma żadnych szylingów, są knuty, sykle i galeony cholera jasna!

Błędów było dużo więcej, ale nie chce mi się wypisywać więcej. Dobra rada: poszukaj bety.

DZIAŁ „O MNIE”

Co mógłbym o nim powiedzieć? Chyba tylko tyle, że nie znalazłem tu nic ciekawego, ani nic czego nie dowiedziałbym się z opowiadania. Przepraszam. Jednak się czegoś dowiedziałem. Napisałaś tam jak ważne jest dla ciebie to opowiadanie, ile wysiłku, trudu i cierpliwości w nie włożyłaś. Wypisałaś nazwiska paru osób, i krótko opisałaś Dorcas, Ann, Marlenę i Steven’a. Przy czym (jak przystało na „melodramat”) Ann i Steven to typowe Mary Sue.

MOWA KOŃCOWA

Opowiadanie bardzo mi się podoba, mam zamiar dalej czytać twoje rozdziały, wiec uważaj na błędy! A najlepiej poszukaj bety (w twoim wypadku, nawet ja sam mogę ci sprawdzać noty, bo opowiadanie jest w porządku). Historia Dorcas była odrobinę podobna do pozostałym opowieści dotyczących tej postaci, ale i tak, nie umiem tego wytłumaczyć, ale wyróżnia się czymś z tłumu. Masz mało komentarzy, a biorąc pod uwagę twoje umiejętności, powinno być ich więcej. Może się trochę rozreklamuj (nie powinienem nikogo do tego namawiać, ale co mi tam… Spam potrafi zdziałać cuda), wiem, że może ci się nie chcieć, ale na serio – warto.

WERDYKT = historia Dorcas Meadowes jest już na dalekim etapie. Miałem dużo materiałów do przeczytania i wiem, że ty nie zmuszasz się do pisania. Tworzysz dla siebie, a nie dla innych. Twoja ocena to dla mnie wyjątkowo trudna sprawa… Przez 2 dni nie mogłem się zdecydować, co ci wystawić, aż w końcu decyzja zapadła. Dostajesz piękną czwóreczkę… Szkoda, bo gdybyś miała Betę mogłabyś otrzymać piątkę… Ale i tak lądujesz w wyróżnionych… XD

Ocena by Greg

Edit: oto linki do informacji o Dorcas Meadowes (nie mogę znaleźć tego wywiadu, ale znalazłem cos innego)
Info. 1
Info. 2
Cytat z Allan-death
Dorcas Meadowes - czarownica należąca do Zakonu Feniksa w czasie pierwszej wojny. Pojawia się w książkach J.K. Rowling na zdjęciu pierwszych członków Zakonu Feniksa, Voldemort zabił ją osobiście (patrz Harry Potter i Zakon Feniksa), gdyż prawdopodobnie była jego istotnym wrogiem. Jest ona mylnie uważana za przyjaciółkę szkolną Lily Potter, ponieważ chodziły one do Hogwartu w różnych latach.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Ocena 9. – „Aloha Faint”

środa, 19.sierpnia.2009, 19:15


Oceniający: Matt
Blog oceniany: ”Aloha Faint”


WYGLĄD

Pusto. Ciemny pasek na jasnym tle. Brakuje czegoś. Szablon jest za zwykły, za minimalistyczny.


TREŚĆ

Kolejny pamiętnik nastolatki, lecz tym razem lepiej napisany.Nie ma „LoLów” i tym podobnych, błędów interpunkcyjnych nie zauważyłem i ortograficznych też. Dzięki Bogu, a raczej przeglądarce. Ostatnie notki nawet napisane ze smakiem, szczególnie ta „Rytm serca”. Oby było więcej takich. W niektórych notkach są nawet nagłówki zrobione pogrubionym pismem. Dobry pomysł. Tak trzymaj. Do treści się nie przyczepię.


DZIAŁ „O MNIE”

Nie ma. Zamiast tego jest twój profil. Cóż... Niech będzie. Nie będę oceniał twojej osóbki, ale przyznam, że interesujący z ciebie człowiek.


PODSUMOWANIE

Myślę, że jakbyś miała inny szablon, to ten blog wywarłby na mnie niezłe wrażenie. Najnowsze notki, są na prawdę ciekawie napisane i podobały mi się. Poprzednie są takie...przeciętne.

Hm... Jaką ocenę by ci tu wystawić? Mogę przyczepić się tylko do szablonu, ale wszystko inne jest w porządku. Dostaniesz piątkę.

P.S. Jesteś oceniającą na „Oceniam”?


Matt kłania się.

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Ocena 8. - "Większe dobro"

środa, 19.sierpnia.2009, 08:52
Oceniająca: Lena Nika
Blog: Większe dobro



WYGLĄD
Co ja ostatnio same zielone szablony oglądam? I ciągle z Magic Layouts? No ale nevermind… Po grafice może od razu poznać, że będzie dużo o Śmierciożercach i Voldermordzie. Mnie osobiście pasi, lepsze to, niż kolejne perypetie szkolnej paczki w Hogwardzie.
Jak na mój gust grafika nieco za mała, ale nie jest źle. Ciekawe połączenie różnych obrazków. Nie wiem, czy to jest właśnie ten szablon po przeróbce, czy też autorka bloga, po wystosowaniu przeprosin, także zmieniła laya. Cóż, nie moja sprawa, aczkolwiek rozumiem pretensje autorki oryginalnego szablonu.
Podobnie jak na poprzednim blogu, ulubieni w formie avatarów… Tutaj przynajmniej nie jest ich wiele i wszystkie prowadzą do istniejących jeszcze blogów. Menu przejrzyste, brak niestety muzyczki, ale ok… Idziemy dalej.


PODSTRONY
I tu stwierdziłam kompletny brak takowych. Coś mi się wierzyć nie chce, żeby na blog4u nie było opcji tworzenia podstroi – a nawet jeśli, to zawsze można zrobić linki do podstroi z innych serwisów. Jednak według mnie podstrony powinny się pojawić na blogu z opowiadaniem i to już twoja sprawa, czy zastosujesz się do tych rad.


STYL PISANIA
Znów pierwsza osoba. Styl całkiem niezły, na pewno lepszy, niż w poprzednim twoim opowiadaniu. Wybacz, że porównuję oba te blogi, ale to chyba naturalne, skoro oceniam je jeden po drugim, prawda? Ale wracając do oceny – podobają mi się przemyślenia Eve. Były dosyć naturalne, nie męczyły przy czytaniu, można było się wczuć w sytuacje głównej bohaterki. Miejscami nawet udawało ci się wprowadzić odpowiedni nastrój i potrzymać w napięciu, jak w rozdziale VI. Nie stwierdziłam też żadnych idiotycznych dialogów, prowadzonych na poziomie przeciętnego przedszkolaka. I chwała ci za to.


FABUŁA
Eve, nastoletnia czarownica, wydaje się być zupełnie normalną dziewczyną – uczęszcza do Beauxbatons, francuskiej szkoły magii, ma kochających rodziców, chłopaka, na pierwszy rzut oka zupełnie przeciętnego. Zapewne wiodłaby spokojne, szczęśliwe życie, zakłócane jedynie zwykłymi problemami nastolatki – takie, o którym raczej nie warto pisać opowiadania – gdyby nie Voldemort. I jej chłopak, ten właśnie przeciętniak o imieniu Mathes, który, zafascynowany Tomem Riddlem, jest gotowy na wszystko, aby dołączyć do jego zwolenników. Nawet na zabójstwo… Wciągając w to zresztą Eve.
Tak się mniej więcej rysuje fabuła. Ani śladu zwyczajowych perypetii hogwarckiej grupy przyjaciół, ich głupiutkich miłostek… Czyżbym wreszcie natrafiła na coś poważniejszego? Nie, no może aż tak dobrze nie jest, tym niemniej musze ci powiedzieć, że zostałam mile zaskoczona. Bo spodziewałam się gniota w stylu twojego poprzedniego opowiadania, kolejnej nastolaty zakochanej „od pierwszego wejrzenia” w cudownym Syriuszku Blacku, a tymczasem otrzymałam całkiem zgrabne opowiadanie o dziewczynie niedoszłego Śmierciożercy, o jej dylematach moralnych i wątpliwościach, o naiwności, tak charakterystycznej dla zakochanych nastolatek, jednakże tu w pełni zrozumiałej.
Oczywiście tekst nie jest pozbawiony wad. Pierwsze, co rzuca się o oczy, to prolog, a mianowicie jego pierwsza część. Nie bardzo rozumiem, czemu miał służyć ten fragment o Madeline, matce Eve, która jest z nią w ciąży. Nie wydarzyło się w nim nic na tyle istotnego, aby spodziewać się, że będzie miał jakieś znaczenie dla dalszej fabuły, nie widziałam też żadnych nawiązań. Już nie wspominając o tym, że ten upał itepe wybitnie mi się skojarzył z początkiem V tomu „Harrego Pottera”…
Kolejna rzecz, której się dziwiłam, to tytuł I rozdziału. „Czarny Pan”. Problem w tym, że nie było w nim wspomniane ani słowem o Voldemorcie, tudzież innym Czarnym Panu.
Dalej… Podobał mi się ten fragment:
„Skąd wiadomo co jest złe, a co dobre?
Będąc dzieckiem rodzice powtarzają, że ogień jest ,,be“. Można się poparzyć, coś spalić, w porządku. Jest niebezpieczny, kiedy nie jest pod kontrolą sieje zniszczenie. Ale dzięki niemu można się ogrzać, coś zjeść. A więc jest też dobry.
Może w każdej rzeczy jest coś dobrego i coś złego? A skąd można wiedzieć, czy decyzja, którą podejmujemy jest dobra? Może w każdej decyzji są plusy i minusy? To jak wybrać dobrze?”.
Jednak te rozważania o dobru i złu można by było jeszcze dopieścić. Ja lubię takiego filozoficzne smaczki, jednak zabrakło mi czegoś w tych rozważaniach.
W drugim rozdziale zrobiłaś dość duży przeskok, jakieś pół roku. Voldemort czekałby tak długo na wykonanie zadania? Musiało mu się naprawdę nie śpieszyć… W każdym razie, tym przeskokiem nieco mnie skonfundowałaś. Niby rozumiem, potrzebne ci były wakacje, ale można by było to jakoś inaczej rozegrać. W ogóle, takie przeskoki zdarzały się na początku często, wprowadzając niepotrzebny chaos w opowiadaniu.
„Nadawałby się na pokerzystę, pomyślałam.” – poker w świecie czarodziejów? Pierwsze słyszę. Niby nie jest to wykluczone, ale trochę mi jednak zgrzytnęło.


BOHATEROWIE
Eve Probe – główna bohaterka, francuska czarownica, uczęszczająca do szkoły magii w Beauxbatons. Od razu mogę stwierdzić, że nie zauważyłam w niej ani grama marysuizmu. Nie jest wspaniała, uwielbiana i nieomylna, waha się, ma wątpliwości, staje przed dylematami moralnymi i wreszcie podejmuje decyzję, która okazuje się być dla niej zgubna. Osobiście poczułam do niej sporą sympatię, tym bardziej, że jej postać była nieźle przedstawiona dzięki owym przemyśleniom.
Mathes Trambleur – chłopak Eve, kuzyn Lucjusza Malfoya. Po wyjeździe na święta do Anglii Lucjusz zapoznaje go z Voldemortem. Od tej chwili Mathes, zafascynowany potęgą i wizją angielskiego Czarnego Pana, postanawia się do niego przyłączyć. Nie jest to jednak aż takie proste, bo ma najpierw wykonać zadanie – zabić człowieka, który z jakiś względów przeszkadza Voldemortowi. Wydaje się, że Mathes nie ma dylematów moralnych jak Eve, w każdym razie nie jest przedstawiony jego punkt widzenia w tej sprawie. Mimo to nie jest on bohaterem do końca złym – to po prostu chłopak, który pobłądził, zaufał Tomu Riddlowi, i przez to prawdopodobnie zmarnował sobie życie. Jednak mimo tego, że wciągnął w całą sprawę swoją dziewczynę, to ostatecznie uratował ja przed więzieniem, biorąc całą winę na siebie. Ogólnie wydał mi się ciekawa postacią i naprawdę było mi go szkoda. Ale cóż, tak musiało być…
Jeśli chodzi o resztę bohaterów, to praktycznie nie istnieją. Owszem, przewijają się gdzieś tam dwie przyjaciółki Eve, jej ciotka, rodzice… Jednak można ich uznać za postacie naprawdę epizodyczne.


BŁĘDY
W sumie, nic mi się jakoś bardzo nie rzuciło w oczy… Prócz powtórzeń.
„Niebo za oknem przybrało już barwę granatu. Na ciemnej płachcie firmamentu rozbłysły już setki gwiazd oraz wielki, srebrny księżyc wiszący nieruchomo. Panował upał, który już i tak osłabł o tak późnej porze.” Trzy razy powtarza się słowo „już”.
Inne błędy pewnie były, ale ich nie spostrzegłam.


PODSUMOWANIE
W końcówce poprzedniej oceny wyraziłam nadzieję, że twoje następne opowiadanie będzie lepsze. I okazało się, że rzeczywiście, potrafisz stworzyć coś na przyzwoitym poziomie. Na dodatek pisanie tego opowiadania chyba sprawia ci więcej przyjemności, bo nie było tym razem porcji „marudzeń autorki” na początku każdego rozdziału. Tak więc stawiam ci porządną czwóreczkę i mówię od razu, że zajrzę chętnie ponownie na twojego bloga.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Ocena 7. - "Two face hp"

środa, 12.sierpnia.2009, 13:13
Oceniająca: Lena Nika
Blog: Two face hp

WYGLĄD
Znowu zielono… Szablon w nieco podobnym stylu jak ten, który znajdował się na poprzednim ocenianym przeze mnie blogu, jakby wykonany przez tą samą osobę. I rzeczywiście, na dolę widzę link do „Magic Layouts”. Cóż, trzeba im przyznać, że szablony robią ładne, choć właściciele blogów też mogliby się czasem wysilić…
Menu. Linki do rozdziałów są (to podstawa, o której zdarza się jeszcze poniektórym zapomnieć), ulubieni w formie avatarów… Uch. Myślałam, że to już wyszło z mody. Naprawdę, radziłabym zmienić na linki, tym bardziej, że spora część blogów już nie istnieje. Przy okazji można by było zrobić porządki…


PODSTRONY
Zaobserwowałam tylko dział „o mnie”, który jest… no, o tobie. Cóż, oceniam treść opowiadania, a nie osobę je piszącą, ale nie mogę się powstrzymać od przytoczenia fragmentu: „Pisanie jest dla mnie: (…) 4)Próbą(zazwyczaj udaną) odgrodzenia się od rzeczywistości. Nie jestem wariatką, której rzeczywistość miesza się w wyobraźnią, nie. Uważam, że nie wszystko na świecie się udało i gdy z któregoś z tych powodów cierpie to ratuje mnie tylko pisanie Zamykam się w swoim, stworzonym przez siebie i moją bujną wyobraźnię, świecie i zapominam o wszystkim. Jeszcze troche, a zamkną mnie w wariatkowie...” Cóż, prawie jak pokrewna dusza xD. Choć ja mimo wszystko przestałam się już jakiś czas temu uważać za dziwną. Bo okazuję się, że wcale nie tak mało osób ma bujną (czasem aż za bardzo…) wyobraźnię i lubi zamykać się w swoim świecie…
Ale powracając do oceny – zabrakło mi krótkiego streszczenia twojego opowiadania. To naprawdę ułatwia sprawę tym, który próbują znaleźć wśród niezliczonej ilości blogów coś dla siebie, wierz mi…


STYL PISANIA
Trzecia osoba liczby pojedynczej czasu przeszłego. Nie zauważyłam całe szczęście odstępstw od raz obranego kierunku. Jednak ogólnie twojemu stylowi pisania sporo brakuje. Masz tendencję do wprowadzania nużących opisów, szczególnie wyglądu postaci, których i tak nie da się zapamiętać. Zdarzają się także błędy stylistyczne (ale o tym później). Dialogi w miarę naturalne, czasami aż za bardzo (przykład? Proszę bardzo:
„-Zaraz, zaraz. Masz na nazwisko ,,Black"?- upewniła się.
-Tak.
-A masz może brata?
-Tak jakby.- odpowiedział zdziwiony.
-Starszego?
-Yhy.
-Który jest gryfonem?
-Zgadza się.
-Taki podobny do Ciebie?
-No.
-Acha.
Znowu zapanowała cisza.
-Rodzice go wydziedziczyli.- odezwał się nagle Regulus.
-Jak to?- zdziwiła się.
-Uciekł z domu.
-Acha.
-Mieszka teraz u tego całego P o t t e r a.- Ostatnie słowo wypowiedział z pogardą.
Wykrzywił się.
-A tak właściwie... Dlaczego pytasz?
-Yyy... Tak z ciekawości.”
Nie ma to jak inteligentna konwersacja…)


FABUŁA
Hogwart, czasy Huncwotów, jak już się zwykło nazywać lata 70. XX wieku harrypoterrowskiej rzeczywistości. Sama konstrukcja fabuły typowa do bólu – wprowadzenie swojej własnej bohaterki (tutaj zwanej Mary Shy), która podczas swoich hogwardzkich przygód spotyka postacie znane z książki (i, w zależności od sympatii autorki do danych postaci, zaprzyjaźnia/zakochuje się w nich, bądź też od początku toczą zażartą wojnę). U ciebie pretekstem, aby wprowadzić nagle szesnastoletnią dziewczynę, która wcześniej uczyła się w domu, do Hogwartu (dziwne, że w książce nigdy nie było mowy o takich przypadku, natomiast w fanfickach stało się to już niemalże zwyczajem), stała się tajemnicza misja, którą powierzył jej profesor Dumbledore. Misja szybko przestaje być tajemnicza – Mary ma po prostu zaprzyjaźnić się z Severusem Snapem, Kurtem Averym, Benjim Mulciberem i Regulusem Blackiem, początkującymi Śmierciożercami i wyciągnąć z nich jak najwięcej informacji o Czarnym Panu. O ile sam pomysł wprowadzenia szpiega w szeregi młodocianych Śmierciożerców wydaje się być całkiem ciekawy, o tyle wykonanie już od samego początku kuleje. Początkowo myślałam wręcz, że Michelle (która później przybiera imię Mary) jest jakąś tajną współpracownicą Dumbledora, być może magicznie odmłodzoną, albo przynajmniej wyszkoloną do tego typu działań (skoro nie chodziła do Hogwartu, to miałaby czas…) Okazuje się jednak, że jest ona raczej dosyć przypadkową osobą i równie dobrze każdy inny mógłby dostać taka rolę. Owszem, Dumbledore lubi manipulować ludźmi, ale żeby chciał świadomie narażać na niebezpieczeństwo zupełnie niewinną osobę? No nie wiem, wydaje mi się, że mógł znaleźć sobie lepszego szpiega. Bo Mary w sumie od początku nieco brakuje sprytu (a gdy dochodzi do tego jeszcze zabujanie się od pierwszego momentu w Syriuszu Blacku… Wybacz, ale nigdy jakoś nie szanowałam tego typu osób) i dopiero nawiązanie „romansu” (pisze to w cudzysłowie, bo w sumie nie wiadomo, co się dokładnie stało) z Kurtem może być pewnym przełomem. A raczej mogłoby być gdyby nie to, że w trakcie główna bohaterka była… kompletnie pijana. No cóż, zachowanie typowo nastoletnie, ale za to na pewno niegodne szpiega (co innego udawać pijaną, ale o takie „wyrafinowanie” to ja Mary nie podejrzewam).


BOHATEROWIE
Mary Shy – cóż, jak dla mnie imię i nazwisko, w połączeniu z opisem głównej bohaterki, przedstawionym w rozdziale pierwszym, jest zupełnie nieszczęśliwie dobrane. Cóż, nie bez powodu wybuchłam histerycznym śmiechem, gdy usłyszałam, jakie imię wybrał genialny Dyrektor dla swojego szpiega. Cóż, chyba nie muszę mówić, jakie było moje pierwsze skojarzenie…
O tyle dobrze, że dalej już nie było tak strasznie, piękna Mary Sue… tfu, to znaczy Mary Shy, nie okazała się mieć uzdolnień ze wszystkich znanych i nieznanych dziedzin magii, nawet okazało się, że w sumie trzyma się dosyć na uboczu… Ogólnie da się ją przełknąć, choć to zabujanie się Blacku (Syriuszu, a jakże) przełknęłam ledwo…

Reszta bohaterów… Cóż, można o nich na przynajmniej powiedzieć, że są. Podobało mi się wprowadzenie Rity Skeeter, co prawda pojawiła się tylko na chwilę, ale jednak… Nie przypominam sobie, abym wcześniej gdzieś spotkała ją jako nastolatkę. Ogólnie postacie nie są aż tak bardzo „typowe”, nie pojawił się Lucjusz Malfoy, Narcyza i Bellatrix Black, nawet o Huncwotach jak na razie nie było aż tak wiele. To jest niewątpliwie spory plus.



BŁĘDY
Standartowo, pisanie „Cię”, „Ci” itepe z dużej litery, podczas gdy powinno się z malej, jak Mateczka Ortografia przykazała. Jak to się stało, że w czterech ocenionych jak dotąd na tej ocenialni opowiadaniach, aż w trzech się pojawia ten sam błąd?
Prócz tego inne błędy. Wiadomo, wszystkiego nie wypiszę, ale zwyczajowo podam jeden przykład „miał zaoraną zmarszczkami twarz”. Mam nadzieję, że nikt nigdy nie będzie mi orał zmarszczkami po twarzy…
Literówek nie spostrzegłam, ortów też nie.


PODSUMOWANIE
Cóż, przyznam się, że zastanawiałam się dosyć długo nad końcową oceną. Z jednej strony twoje opowiadanie jest idealnym przykładem zmarnowanego całkiem niezłego pomysłu. Z drugiej strony, nie jest aż takie tragiczne, nie razi schematem na kilometr (ale nie myśl, że uważam je za jakoś specjalnie oryginalne…) Nawet teraz, pisząc te słowa, nadal się waham. I wiesz, co jednak przechyliło szalę? Wstępy od Autorki przed rozdziałami. Ja rozumiem, że każdy lubi sobie czasem pomarudzić, sama tak mam, ale żeby przed każdym rozdziałem dawać do zrozumienia, że piszesz to opowiadanie z przymusu i „łaskawie” dodajesz kolejne rozdziału, tak, „aby było”… Nie, moja kochana, lądujesz z dwóją plus. Oby twoje drugie opowiadanie, które jest u mnie w kolejce, okazało się jednak nieco lepsze…
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Oceny bloga nie będzie

wtorek, 11.sierpnia.2009, 17:36
Oceny bloga Jamlasica nie będzie z powodu nie dodania nas do linków, lub ulubionych. Przykro.

Matt
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Ocena 6. - "The-story-continues"

wtorek, 11.sierpnia.2009, 00:10
Oceniający: Greg
Blog: The-Story-continues

PIERWSZE WRAŻENIE

Klikam w link i moim oczom ukazuje się jasny, mogę śmiało powiedzieć, że wręcz rażący, szablon. Hmm... Chyba jest w porządku, ale powoli, przeanalizujmy wszystko po kolei.
Wydaje mi się, że ktokolwiek robił ten szablon, chciał zasiać w nim lekka nutkę tajemnicy. Według mnie, to kompletna klapa. No, ale po za tym szablon wydaje mi się udany, mam na myśli wkomponowanie różnych zdjęć, etc. O matko słodki szatanie! Właśnie włączyła mi się muzyka z twojej strony - koszmar. Wybrałaś najgorsze soundtrack'i z filmów o HP! To wcale nie zachęca mnie do dalszego przebywania na blogu.

GRAFIKA

Jasny szablon. Dominuje tu kolor ecru (czyt. ekri), ale można również znaleźć odcienie czerwieni i fioletu. Ogólnie jest do przyjęcia. Tylko, że... nikogo z tych zdjęć nie znam (albo akurat teraz nie kojarzę...), oprócz Mojego ukochanego Voldzia, ledwie widocznego, w tle. No i zastanawia mnie tylko, co on niby ma wspólnego z tą dziewczyną i półnagim (bo w rozpiętej koszuli) chłopakiem na zdjęciach obok... HELOOŁ!!! Czy ktoś mi na to odpowie???
Dostrzegłem słabo widoczny napis "Libby Spehora Blackwood", chyba mogę więc założyć, że tak nazywa się główna bohaterka opowiadania?
Strona jest przejrzysta i ogólnie czytelna do tego stopnia, że nawet idiota taki nie może się tu pogubić.
No i chciałbym cię powiadomić, że przy edytowaniu strony głównej, istnieje opcja "Dostosuj szablon do reszty podstron". Mogłabyś tego użyć.

POMYSŁ

Na samym początku, byłem odrobinę zagubiony w tekście. Była prowadzona jakaś rozmowa, ale nawet nie wytłumaczono, co się dokładnie stało... Nie lubię takich nie domówień.
Tom Riddle, przysięgający przed BOGIEM, na ŚLUBNYM KOBIERCU, że będzie kogoś chronił...?! Własnym oczom nie wierzę!
Ok. Żeby było jasne... Możesz zmieniać w moich oczach charakter, KAŻDEGO, kogo tylko zechcesz, ale od Voldemorta - łapy precz!
Ufff... Później ją zranił i w ogóle. Zachował się jak rasowy czarny charakter, zrehabilitowałaś się w moich oczach.
Oj, oj! List... Nawet ciekawy. Ale wolałbym, żeby nie był to wyciskacz łez...
[odchodzi od komputera, żeby się uspokoić, i wraca po kilku minutach]
Ehh... Masz talent do melodramatów. No dobra, biorę się za następny rozdział.
Tutaj akcja toczy się już kilkanaście lat później (nie wiem ile dokładnie, bo tego nie podałaś, ale główna bohaterka ma, co najmniej 11 lat, bo jest już w Hogwarcie). Długi opis zimy, pracy gajowego w szkole (szkoda tylko, że to woźny wszystko odśnieżał, no i Hagrid lubił śnieg, wbrew temu, co napisałaś), i tego jak bardzo Libby lubi pierniczki świąteczne (ostatnie najbardziej mi się spodobało ^^). Poznajemy tutaj dziewczynę, która nazywa się Nessy, nie podoba mi się to. Imię jak dla psa, równie dobrze mogłaś napisać Lessy, Burek lub Azor i tym podobne... Oprócz tego, nie ma tu nic więcej, co byłoby godne uwagi.
Nagle pojawia się jakiś Zaell (chyba źle napisałem to… „imię”), ale tutaj jak na złość nie ma jego opisu! I weź się tu człowieku domyślaj, kim lub czym jest to/ten Zaell, czy jak mu tam było… Później pojawia się Neville i… znowu go nie opisałaś! A pomyślałabyś, że może ktoś mógł nie czytać HP i nie ma zielonego pojęcia, kim lub czym on jest! To mop do podłóg? Miotła? Gadający kubeł na śmieci? A może uczeń? Jak gdzieś przydałby się opis – nie mogę się go doszukać, ale jak jest wręcz WZBRONIONY to oczywiście tam jest… i to na pół notki! Dziewczyno litości!
O Jezu! Na początku myślałem, że nie będzie aż tak źle. A jednak... Chyba nie zgadniesz, co właśnie mi się przydarzyło, gdy czytałem twoje opowiadanie. Teraz, gdy piszę tą ocenę jest po 12 w nocy a ja... usnąłem z nudów! Jeszcze nigdy mi się to nie przydarzyło! Zawsze siedzę przy komputerze do 4 lub 5 nad ranem i w ogóle ni chce mi się spać, a tutaj... niespodzianka. Ta nota to dno, zarówno w metaforycznym i dosłownym znaczeniu tego określenia.
W ten oto niezbyt zachęcający sposób przechodzę do rozdziału drugiego, chociaż aktualny wcale mnie do tego nie zachęcił. Widzę następną notkę przed sobą i patrząc na jej długość, mam chęć rzucić się z mostu.
Boże! Czemu ja?! Kogo musiałem zabić w poprzednim życiu, że mnie tak ukarałeś?!
Dobra, po opanowaniu swojej chwilowej słabości i ciągotów morderczych oraz samobójczych, jestem gotowy pisać dalszą część oceny (sam w to nie wierze...).
W tym rozdziale wprowadzasz Rona Weasley’a, ale jedyny komentarz, do jego osoby, na jaki się zdobyłaś (podejrzewam, że to był dla ciebie wielki wysiłek) brzmi następująco: „Jej jedynej z całego roku udało się pokonać mistrza tejże gry, Rona Weasley’a”. Wiem, że wyrwałem to z kontekstu i brzmi inaczej, ale w rozdziale jest wkomponowany jeszcze gorzej!
HURA! Malfoy wkracza na scenę! Ale… w tym samym momencie popsułaś wszystko. Zaell właśnie stał się męską wersją Mary Sue! Bleee… Nie mam siły ani chęci, żeby streszczać tutaj resztę tych bzdur, więc przechodzę do rozdziału trzeciego i (na razie) ostatniego. Dzięki bogom.
[W tragicznej potrzebie czegoś uspokajającego, włącza sobie piosenkę Alice’a Cooper’a – Poison, tak przy okazji. Facet jest paskudny, ale głos ma niczego sobie, gorąco polecam… XD]
Teraz Libby przez pół noty zastanawia się czy chce zobaczyć wspomnienia, które dostała od swojej „rodziny” (przynajmniej ja tak to zrozumiałem). Później zaczynasz wprowadzać czytelnika w wydarzenia z przeszłości… no w końcu! Może teraz się czegoś dowiem. Więc ojciec głównej bohaterki był krukonem, a ja do tej pory z przerażeniem zastanawiałem się czy to nie był Riddle. XD
No znowu lądujemy w Hogwarcie, ale czemu o tym nie uprzedziłaś?!
Myślę, że idea opowiadania jest naprawdę świetna, tylko wykonanie do niczego. Dobra rada: poszukaj sobie BETY.

ŚWIAT PRZEDSTAWIONY/BOHATEROWIE

MARYSUIZM atakuje mnie, z każdej strony! Na początku próbowałem cię z tego usprawiedliwiać, ale w pewnym momencie, to przerosło moje możliwości.

Libby Sephora Blackwood - główna bohaterka, wychowana przez ciotkę Elen (z opowiadania nie dowiedziałem się niczego więcej - to baaardzo źle. Musze jeszcze zajrzeć do działu "O mnie" może tam coś znajdę...).

Vanessa Eilan O’Donnel - najlepsza przyjaciółka Libby. Nic więcej nie wiem.

Zaell Isaac Carmichell (czyt. nasza męska wersja Mary Sue) - kolejny bohater idealny, z imionami tak wymyślnymi, że można sobie język połamać przy ich wymowie. Nic więcej na jego temat nie znalazłem w opowiadaniu.

TREŚĆ

Błąd na błędzie, błędem poganiany! W dodatku zero kanonu (to akurat mi się podoba XD). Szkoda tylko, że jest tak nudno. Nic się nie dzieje! To opowiadanie zabiłoby nieboszczyka! A teraz kilka przykładowych błędów (nie będę wymieniał wszystkich, bo życia by mi nie starczyło).

zdawał się błyszczeć w świetle księżycowej poświaty, do złudzenia przypominając kilkadziesiąt, ogromnych pochodni.
BEZ przecinka przed "ogromnych"!

Zawsze miała do nich szacunek, ba!, Sama się nimi interesowała!
Wykrzyknik KOŃCZY zdanie, po co ci ten przecinek?!! Prawidłowa wersja: "Zawsze miała do nich szacunek. Ba! Sama się nimi interesowała!"

- Mam nadzieję, że te upały lada moment się skończą – powiedziała, chowając klucze do kieszeni rozciągniętego swetra.
Był upał, a ona, miała na sobie sweter? MASOCHISTKA! (Niby to nie jest błąd, ale i tak razi mnie w oczy brakiem logiki...)

Niemniej jednak w sprawach nie mogących czekać, zmuszony jestem zjawić się właśnie tu i teraz.
"Niemogących" pisze się RAZEM, a "nie mogę", "nie można", etc. - osobno.

zapytał Dumbledore, przyglądając się uważnie Elen zza okularów.
Dlaczego to zdanie jest zaczęte z małej litery???

I tylko dlatego, że Jego potęga omamiła jej serce(...)
Przeciek po "tylko"!

ja nigdy bym nie zostawiła Mishy na pastwę losu.
I znowu zaczynasz zdanie małą literą.

co skłoniło by Mishę do powrotu.
"Skłoniłoby" pisze się RAZEM!

Takich durnych błędów masz pełno. I to w każdym rozdziale. Nie wypisywałem tutaj wszystkich, ale na serio było ich dużo, dużo, dużo, dużo, dużo więcej.

DZIAŁ "O MNIE"

O tak! W końcu jakieś konkrety na temat opowiadania i bohaterów! Swoją drogą, dowiedziałem się stąd więcej niż z wszystkich rozdziałów razem wziętych!

MOWA KOŃCOWA

To opowiadanie z pewnością ma swój potencjał, ale wszystko zostaje zaprzepaszczone dzięki twojemu wykonaniu. Znajdź sobie Betę. Niech ona (lub on) sprawdza ci rozdziały, poprawia błędy i tym podobne. Aktualnie odrzuca mnie stąd wszystko oprócz grafiki, która daje się jakoś przełknąć. Mam nadzieję, że nie będę zmuszony zaglądać tutaj ponownie, dopóki czegoś nie poprawisz.

WERDYKT = Chyba mogę postawić ci dwóję, ale i tak mocno naciąganą. Postaraj się pisać dalsze rozdziały podobnie do prologu, bo tylko on ratuje cię w moich oczach, gdyż był świetny. Później, coś poszło nie tak jak powinno.

Ocena by Greg
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Ocena 5. - "Holly Vain"

poniedziałek, 10.sierpnia.2009, 12:55
Oceniająca: Lena Nika
Blog: Holly Vain



WYGLĄD
Podoba mi się. Ciemne kolory, slytherinowska zieleń… Co prawda grafika już na początku budzi we mnie złe przeczucia (koleiny pairing Malfoy +Mhroczna Dziewoja), ale ogólnie nie mam się czego przyczepić, bo mi jest w porządku. Postacie ładnie wkomponowane, brushe, tło… No i te łacińskie napisy. Strzał w dziesiątkę, według mnie. Mniej mi się już podoba zastąpienie zwyczajowych tytułów do linków do działu „o mnie” itepe takimi dziwactwami jak „Avada Kedavra” czy „Cruciatus”. I weź się potem domyślaj…
Ciekawy podział linków na „Czystą krew” i „Szlamy”. Pierwszy raz się z czymś takim spotykam i od razu wprowadza to pewien nastrój. Podobnie jak muzyka. Lubię tą melodię, chociaż słyszałam ją już wiele razy…
Szablon niestety nie twój. Ale cóż, nie każdy musi być specem od photoshopa (tudzież innego programu do obróbki grafiki) i htmlu…
Co jeszcze… A tak, gdzie są, przepraszam bardzo, linki do rozdziałów? Takie coś ułatwia czytanie potencjalnemu czytelnikowi (a ja, nawet oceniając, się zawsze za takiego uważam), a naprawdę nie kosztuje wiele wysiłku.


PODSTRONY
W sumie, to nie ma za wiele co pisać, bo… Ogólnie, zanotowałam ich brak. No dobra, jest coś, co miało być działem „o mnie” – znalazłam tan jednak tylko zdanie, które prawdopodobnie jest jakimś cytatem, a które jednak nic mi nie mówi. Nie no, ja jednak wolałabym coś konkretniejszego. Na przykład takie króciutkie streszczenie, o czym jest twoje opowiadanie. To kolejne ułatwienie dla czytelnika, który szuka w otchłaniach Internetu lektury dla siebie. Mogłabyś też skrobnąć parę zdań o sobie, ale to już element mniej istotny.


STYL PISANIA
Zupełnie przeciętna trzecioosobówka czasu przeszłego. Trzymasz się konsekwentnie raz obranego stylu, nie wprowadzasz zamieszania. Prócz tego jednak twój styl jest… No właśnie, zupełnie przeciętny. Nie robisz żadnych karygodnych błędów stylistycznych, jednak też nie zachwycasz plastycznością opisów czy przeżyć wewnętrznych bohaterów, czasami za bardzo dramatycznych („Świat kręci się wokół niej? To ona kręci się wokół świata... Samotność zawsze była nieodłączną częścią jej marnego żywota...” – biorąc pod uwagę, że to dotyczyło Holly, która zawsze zdawała się umyślnie ściągać na siebie uwagę, wydało mi się to mocno przesadzone; ale o tym później). W każdym razie, piszesz dosyć lekko i nie powiem, żebym się jakoś specjalnie męczyła przy czytaniu, ale wiem też, że to, co przeczytałam, nie utkwi mi zbyt długo w pamięci.


FABUŁA
Czasy potomków bohaterów „Harrego Pottera” w Hogwarcie. No cóż, namnożyło się tego ostatnimi czasy… Szkoda tylko, że zamiast wysilić wyobraźnię i pobawić się nieco koncepcją tego, co mogło się wydarzyć przez te wszystkie lata po upadku Voldemorta, stworzyć nową rzeczywistość, której Rowling, z powodu skąpej objętości epilogu, nie zdołała całkowicie obsypać cukrem i lukrem, to powiela się te same schematy. Tyle że zamiast Draco Malfoya jest Scorpius Malfoy, zamiast Hermiony Granger – Rose Weasley, zamiast Harrego Pottera – James albo Albus Potter. U ciebie jest opcja pierwsza, plus twoja własna bohaterka, Holly Vain. No i oczywiście miłość między tymi dwoma, bo jakże by się obyło bez zwyczajowej, hogwardzkiej miłości? Ogólnie rzecz biorąc, to wszystko było już setki razy, w coraz to nowych wydaniach, różniących się jedynie imionami bohaterów (nie zawsze…) i nieco innym przebiegiem przygód, które miały być chyba tylko dodatkiem. Nudy…
Jak jest u ciebie? Niewiele lepiej. Bohaterom zdarzają się niekontrolowane wybuchy złości, co chwilę wybuchają bójki i pojedynki (także z nauczycielami…), nauczyciele co prawda reagują, ale mało skutecznie i ogólnie robi się z nich idiotów (np. taki Ravell, który dał się skonfundować…). Ogólnie, wszystko kręci się wokół Vain i jej paczki przyjaciół, z których tylko ją i Malfoya poznajemy na tyle dobrze, aby móc coś o nich powiedzieć, a reszta robi za szare tło i za cel do kolejnych przekleństw. Nawet się okazało, że do Hogwartu chodzi córka Pansy Parkinson, która ma spełniać dokładnie taką samą rolę, jaką spełniała jej matka w „Harrym Potterze” – robienie za satelitę dla Malfoya, mniej lub bardziej przez niego olewaną. Jedyne, co ratuje całość opowiadania, są dwa ostatnie rozdziały, w których wreszcie zaczyna się dziać coś bardziej interesującego. Mówię mianowicie o całej tej aferze z bransoletką. Ciekawie rozwija się szaleństwo Holly Vain, coraz więcej dziwnych zbiegów okoliczności (które, mam nadzieję, stworzą później logiczną całość…), Imperio rzucone na Sinistrę… To dopiero zaczątki akcji, ale zapowiada się całkiem obiecująco.


BOHATEROWIE
Holly Vain – główna bohaterka, którą Scorpius Malfoy idealnie podsumował słowami: „Myślisz, że cały świat kręci się wokół ciebie”. Ogólnie lubię bohaterki egocentryczne, jednak istnieje cienka granica, którą niestety ty przekroczyłaś – lubię takie, które MYŚLĄ, że cały świat kręci się wokół nich, a nie znoszę takich, w wypadku których tak rzeczywiście jest, i to bez żadnej konkretnej przyczyny (co zalatuje już z daleka marysuizmem). Bo rzeczywiście, Vain jest zawsze w centrum uwagi, wydaje się, że wszyscy Ślizgoni ją uwielbiają (mimo że straciła już sporo punktów dla ich domu…), bądź się jej boją. Wydaje się, że praktycznie zawsze jej wszystko wychodzi, bądź dzięki niej samej, bądź dzięki pomocy Malfoya.

Scorpius Malfoy – klon swojego ojca, a przynajmniej za takiego uważany przez Ałtorki. Jedyny bohater w twoim opowiadaniu, któremu udaje się czasem pokazać trochę charakteru. Zakochuje się w głównej bohaterce, jak się okazuje z wzajemnością, co jednak nie przeszkadza im okresowo kłócić się i obrzucać zaklęciami. Prócz tego zachowuje się bardzo po malfoyowatowemu, co jednak nie mam ci za złe, bo kanon musi być.

Ethan Terel – przyjaciel Holly, którego ona traktuje jak brata. Wydaje się stworzony tylko do tego, aby umrzeć. Podobnie jak Aleksja Aylyn, póki jeszcze żyje robi raczej za szare tło. Ogólnie, prócz Vain i Malfoya, niewiele da się powiedzieć o pozostałych postaciach.


BŁĘDY
O dziwo, nie spostrzegłam żadnych ortów ani literówek, czasami zdarzały się tylko stylistyczne i logiczne kwiatki, jak choćby to: „…krzyknęła, rozwścieczona już do białości”. Nie ma to już bohaterka zmieniająca kolor na zawołanie…
No i także pisanie „Ci”, „Cię”, a nawet „Pan”, „Pani” z dużej litery. A powinno się z małej. To opowiadanie, a nie list…
Niezgodności z kanonem też jako takich nie zanotowałam, choć akcja rozgrywa się w czasach, gdzie nieco ciężej o pomyłki.


PODSUMOWANIE
No i co ja mam z tobą zrobić? Gdybyś się zgłosiła parę rozdziałów później, kiedy akcja z bransoletką się trochę rozwinie, pewnie ocena byłaby wyższa, a tak to lądujesz z tróją. Przede wszystkim za uporczywe powielanie tego samego schematu, czego szczególnie nie cierpię. To opowiadanie ma jednak mimo wszystko pewien potencjał i mam nadzieję, że nie zmarnujesz go całkowicie.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Ocena 4. – „Chollera”

niedziela, 9.sierpnia.2009, 18:39
Oceniający:Matt
Blog oceniany:Chollera


PIERWSZE WRAŻENIE

Takie sobie. Wolę jak szablon jest bardziej wyśrodkowany, a nie całkiem po prawej czy lewej stronie. Trochę dziwne wrażenie, jak po prawej widzisz pustkę, po lewej sam obrazek, a tekstu nie widać.


WYGLĄD

Ten szablon jakoś nie wprowadził mnie w taką atmosferę jaka powinien. Jeśli chodzi o blogi z wierszami, to lubię jak przeważają ciemne barwy, no ale każdy ma inny gust.

Włączam muzykę. Może być.

Ciekawy pomysł na nazwy działów: „trawa, słońce, wiatr”... To jeszcze może zostać, lecz, żeby wpisać się do księgi trzeba kliknąć na „koniczyny”. Cóż, nie dziwię się, że nie masz żadnych wpisów. Ciekawy ten tekścik, ale niepraktyczny.


TREŚĆ

Szczerze, ci powiem, że nie znam sie za bardzo na wierszach, ale wywarły na mnie pozytywne wrażenie. Piszesz o tym co cię spotkało, o życiu, nie szukasz jakichś niespotykanych tematów, a przy tym dobrze ci to wychodzi. Nie ma co się rozpisywać.


DZIAŁ „O MNIE”
Nie znalazłem, ale to pewnie dlatego, że to nie blog z myloga. Heh, buu.


PODSUMOWANIE

1. Pasowało by zmienić szablon, choć nie jest to konieczne.
Oj, oj, oj i co ja mam tu z tobą zrobić...? Twój blog nie wywarł na mnie szczególnego wrażenia. Dostaniesz czwóreczkę.
Matt kłania się nisko.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Ocena 3. - "Lady Drugeth"

piątek, 7.sierpnia.2009, 13:37
Oceniająca: Lena Nika
Blog: Lady Drugeth


WYGLĄD
Hmm… Ciemno tu. Szablon nie przypadł mi do gustu – zdecydowanie zbyt ubogi jak na moje upodobania. Dzięki temu jednak przynajmniej treść jest czytelna, nie muszę jej podświetlać albo kopiować do worda, jak to się czasem zdarzało… Choć przyznam, że gdybym miała oceniać po samym szablonie, to niestety nie zostałabym tu długo. Ale cóż, różne są gusta…


PODSTRONY
O, jest tego trochę. Na początku aż mi się zakręciło w głowie od nadmiaru linków, które prowadziły do kolejnych stron, z których można było przejść dalej… Ale jak się okazało, większość dotyczyło twojego poprzedniego opowiadania (tego słynnego „Zmierzchu”, o którym słyszałam jeszcze w starych dobrych czasach, zanim świat poznał zupełnie inny „Zmierzch”…) i te sobie na razie darowałam.
Wracając do podstron… Krótkie streszczenie jest, jest spis postaci, wypowiadających się o głównej bohaterce (nawiasem mówiąc, całkiem oryginalny pomysł…), z których większość jeszcze nie miała okazji wystąpić w twoim opowiadaniu (tak w ogóle, byłam ciekawa opinii kogoś z rodziny Brankovan-Waivadi, ale akurat ich zabrakło), jest nawet muzyczka, znana i lubiana Lacuna Coil… No więc, nie mam żadnych zastrzeżeń.


STYL PISANIA
No proszę, znowu mi się pierwszoosobówka trafiła… Ale w zupełnie innym wydaniu, bo pisana z perspektywy kogoś, dla którego opisane zdarzenia nalezą od dawna do przeszłości. Taka swoista kronika. Nie przypominam sobie, żebym czytała kiedyś na którymś z blogów cos takiego.
Cóż, twój styl jest niewątpliwie bardzo dobry, widać, że nie jesteś amatorką. Aczkolwiek jest ciężki i twoje opowiadanie nie jest z pewnością takim, po które sięgnęłabym dla czystej, niewymagającej większego wysiłku umysłowego rozrywki. Ale cóż, od tego są Harry Pottery i inne…


FABUŁA
No, nareszcie wampiry wyglądają tak, jak powinny wyglądać! Kocham takich właśnie krwiopijców, organizujących się w klany, mieszających się z ukrycia do polityki śmiertelnych, dumnych, wyniosłych, posiadających własne zasady. Kocham ich prawie tak samo, jak nie cierpię owego całego zmierzchowatego produktu wampirzopodobnego. Cóż, przy zgłaszaniu się do oceny wspomniałaś, że zdarzyło się raz, iż ktoś utożsamił twój świat ze światem zmierzchowym. Mimo iż twórczości Meyer nie czytałam, to po przebrnięciu przez twoje opowiadanie byłam zdumiona, jak ktoś mógł popełnić taki błąd. W końcu, chcąc nie chcąc, zawsze coś się jednak usłyszy, o czym jest „Zmierzch”. W każdym razie, wiedziona ciekawością, zrobiłam to, co oceniająca nie powinna w żadnym razie robić przed napisaniem oceny – zajrzałam do innych ocen twojego opowiadania. Dziwne mi się wydają rady pisania „bardziej po publikę” – bo publika jest różna, co widać choćby po moim przypadku. Gdyż w mój gust utrafiłaś swoim opowiadaniem świetnie. Uwielbiam takie właśnie dywagacje historyczne, czy to dotyczące misternie skonstruowanej historii własnego świata (co w ogóle już ubóstwiam), czy też własnej wizji dotyczącej naszej, ziemskiej historii. Tak więc, mimo iż owszem, czytało się to ciężko, to nie znaczy, że było nudne – wręcz przeciwnie, po każdym rozdziale, który przebrnęłam, miałam ochotę na więcej. Łaziłam po pokoju, przetrawiając to, co przeczytałam, i ponownie zasiadałam do komputera. Lubię od czasu do czasu czytnąć sobie taką właśnie intelektualną pożywkę dla mózgu (żebyś ty wiedziała, jakie ja mam fazy po książce od biologii…) i chociaż może twoje dzieło nie dorównuje jeszcze najlepszym, ale i tak cieszę się, że było mi je dane przeczytać.
Ale odchodząc na razie od historycznego tła… Całkiem ciekawy drugi rozdział, „żart autorki”, osobiście nie dziwię się reakcji Sophie na całe to zamieszanie ze „Zmierzchem”. W ogóle, trzy pierwsze rozdziały mają w sumie jakby bardziej za zadania nakreślić tło dla całej historii, dopiero dalej rozpoczyna się właściwa akcja i robi się coraz bardziej interesująco. Powoli też zawiązują się intrygi, tajemniczy bunt, kłótnia braci, inne rody… Ach, polityka, cudowna polityka! Co prawda brakuje mi nieco punktu widzenia innych rodów, ale biorąc pod uwagę sposób prowadzenia narracji, raczej nie było za bardzo możliwe jego przedstawienie. Prócz tego, jednak te sześć rozdziałów to dopiero początek…


BOHATEROWIE
Nie wypiszę ich, po cóż, po prostu nie miałabym za bardzo co o nich napisać… No właśnie, o ile postać Sophii jest przedstawiona odpowiednio wyraziście, to inni wypadają przy niej blado. Niestety, to jest chyba największa wada twojego opowiadania. Z twoimi bohaterami nie da się zżyć, oni po prostu się przewijają przez kolejne notki. Nawet pan Sakiewicz, z którego można by zrobić naprawdę cudną, komiczną postać, wydaje się być jakiś niedopracowany. Nie wiem, może to sposób prowadzenia narracji… Sophia świetnie opowiada o wydarzeniach historycznych, o stosunkach politycznych panujących w danym okresie (chociaż czasem brakowało mi jakiejś lżejszej uwagi z jej strony…), a jednak niestety nie umie oddać dostatecznie charakteru osób, które tę historię i politykę tworzyły. Nie jest to proste, sama wiem, że mam z tym duży problem, ale cóż, to jednak nie podręcznik od historii i postacie powinny żyć własnym życiem. I mieć charakter odróżniający je od reszty, który powinien wyrażać się w czymś więcej, niż w krótkim opisie, mówiącym że dana postać jest taka i taka. Więcej gestów, słów i sposobu wyrażania się, zachowania…


BŁĘDY
Było ich trochę, głownie literówki. Nie raziło to jakoś specjalnie po oczach i nie wydają mi się jakoś specjalnie istotne w ocenie tekstu jako całości.


PODSUMOWANIE
Przyznam, że trochę się wahałam, jaką ci wystawić ocenę… Z początku spodziewałam się pierwszej celującej (no cóż, słynna An-Nah… nawiasem mówiąc, ciekawe, czy pamiętasz, że też mnie miałaś kiedyś oceniać na „poczochranych”?) i pewnie gdybym miała oceniać tak czysto subiektywnie, to może nawet i ta celująca by była. Bo utrafiłaś świetnie w moje gusta, co się niestety rzadko zdarza blogowym pisarzom. Jednak po głębszym zastanowieniu stawiam ci piątkę z ogromnym plusem, bo jednak twoje opowiadanie idealne nie jest. Spotkałam się już z autorką, która potrafiła świetnie balansować między cudownie splecioną siecią politycznych intryg, koligacjami wpływowych rodów i niesamowicie rozbudowanym światem, a jednocześnie stworzyć niezwykle wyraziste, realistyczne postaciacie, które wydawały się być „jak żywe” (co ciekawe, też pisała o wampirach…), a u ciebie jednak tego ostatniego elementu troszkę zabrakło. Tym niemniej, bez względu na ocenę, trafiasz do kategorii Wyróżnionych i z wielka chęcią zajrzę do ciebie ponownie.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Ocena 2. - "Nicola"

środa, 5.sierpnia.2009, 19:33
Oceniający: Matt
Blog: Nicola



PIERWSZE WRAŻENIE

Klikam na link i pokazuje mi się twój profil. Profilu nie oceniam, więc przechodzę na bloga. Białe kreski mienią mi się w oczach. Szablon upchnięty gdzieś z boku. Ech, nie cierpię minimalistycznych. A do tego to tło. Wygląda to tak jakby to tło miało przyciągać uwagę a nie szablon.


WYGLĄD

Tak jak już pisałem, nie lubię minimalistycznych szablonów. Wiesz, co? On jest nawet ładny, tylko dużo lepiej by było jakby był duży i menu było z boku.
TREŚĆ

Jestem dzisiaj w paskudnym humorze, więc przeczytałem tylko kilkanaście notek. Tak jak pisałaś w zgłoszeniu, notki z 2006 i 2007 r. rażą kolorem i emotikonkami. Pokemonowe pismo, „xD”- wiadomo o co chodzi. Brakuje tylko różowego koloru i błyszcząco-wkurzających gówienek. 2008 i 2009 r. jest już trochę lepszy. „Wydoroślałaś”. Mniej "xD" itp. Tak trzymaj. Ogólnie rzecz biorąc piszesz jak normalna nastolatka. Nie jest to dla mnie ani trochę ciekawe, no ale cóż... Ten typ blogów tak ma. Jest trochę błędów interpunkcyjnych, ale ortograficznych nie znalazłem. O dziwo.


DZIAŁ "O MNIE"

Kolejna „zbuntowana”? Lubię takie prostolinijne osoby, które otwarcie o sobie mówią i których nie obchodzi zdanie innych o sobie. No, ale ja oceniam blog, a nie twoją osóbkę.
Bardzo szczere, podoba mi się.


PODSUMOWANIE

1. Zmień szablon. Koniecznie.

2. Błagam, nie powracaj do tego stylu pisania co na początku.

Dostajesz tróję z minusem, za to, że wydoroślałaś. Tyle.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

2009
sierpien (17)