Oceniający: Greg
Blog:
The-Story-continues
PIERWSZE WRAŻENIE
Klikam w link i moim oczom ukazuje się jasny, mogę śmiało powiedzieć, że wręcz rażący, szablon. Hmm... Chyba jest w porządku, ale powoli, przeanalizujmy wszystko po kolei.
Wydaje mi się, że ktokolwiek robił ten szablon, chciał zasiać w nim lekka nutkę tajemnicy. Według mnie, to kompletna klapa. No, ale po za tym szablon wydaje mi się udany, mam na myśli wkomponowanie różnych zdjęć, etc. O matko słodki szatanie! Właśnie włączyła mi się muzyka z twojej strony - koszmar. Wybrałaś najgorsze soundtrack'i z filmów o HP! To wcale nie zachęca mnie do dalszego przebywania na blogu.
GRAFIKA
Jasny szablon. Dominuje tu kolor ecru (czyt. ekri), ale można również znaleźć odcienie czerwieni i fioletu. Ogólnie jest do przyjęcia. Tylko, że... nikogo z tych zdjęć nie znam (albo akurat teraz nie kojarzę...), oprócz Mojego ukochanego Voldzia, ledwie widocznego, w tle. No i zastanawia mnie tylko, co on niby ma wspólnego z tą dziewczyną i półnagim (bo w rozpiętej koszuli) chłopakiem na zdjęciach obok... HELOOŁ!!! Czy ktoś mi na to odpowie???
Dostrzegłem słabo widoczny napis "Libby Spehora Blackwood", chyba mogę więc założyć, że tak nazywa się główna bohaterka opowiadania?
Strona jest przejrzysta i ogólnie czytelna do tego stopnia, że nawet idiota taki nie może się tu pogubić.
No i chciałbym cię powiadomić, że przy edytowaniu strony głównej, istnieje opcja "Dostosuj szablon do reszty podstron". Mogłabyś tego użyć.
POMYSŁ
Na samym początku, byłem odrobinę zagubiony w tekście. Była prowadzona jakaś rozmowa, ale nawet nie wytłumaczono, co się dokładnie stało... Nie lubię takich nie domówień.
Tom Riddle, przysięgający przed BOGIEM, na ŚLUBNYM KOBIERCU, że będzie kogoś chronił...?! Własnym oczom nie wierzę!
Ok. Żeby było jasne... Możesz zmieniać w moich oczach charakter, KAŻDEGO, kogo tylko zechcesz, ale od Voldemorta - łapy precz!
Ufff... Później ją zranił i w ogóle. Zachował się jak rasowy czarny charakter, zrehabilitowałaś się w moich oczach.
Oj, oj! List... Nawet ciekawy. Ale wolałbym, żeby nie był to wyciskacz łez...
[odchodzi od komputera, żeby się uspokoić, i wraca po kilku minutach]
Ehh... Masz talent do melodramatów. No dobra, biorę się za następny rozdział.
Tutaj akcja toczy się już kilkanaście lat później (nie wiem ile dokładnie, bo tego nie podałaś, ale główna bohaterka ma, co najmniej 11 lat, bo jest już w Hogwarcie). Długi opis zimy, pracy gajowego w szkole (szkoda tylko, że to woźny wszystko odśnieżał, no i Hagrid lubił śnieg, wbrew temu, co napisałaś), i tego jak bardzo Libby lubi pierniczki świąteczne (ostatnie najbardziej mi się spodobało ^^). Poznajemy tutaj dziewczynę, która nazywa się Nessy, nie podoba mi się to. Imię jak dla psa, równie dobrze mogłaś napisać Lessy, Burek lub Azor i tym podobne... Oprócz tego, nie ma tu nic więcej, co byłoby godne uwagi.
Nagle pojawia się jakiś Zaell (chyba źle napisałem to… „imię”), ale tutaj jak na złość nie ma jego opisu! I weź się tu człowieku domyślaj, kim lub czym jest to/ten Zaell, czy jak mu tam było… Później pojawia się Neville i… znowu go nie opisałaś! A pomyślałabyś, że może ktoś mógł nie czytać HP i nie ma zielonego pojęcia, kim lub czym on jest! To mop do podłóg? Miotła? Gadający kubeł na śmieci? A może uczeń? Jak gdzieś przydałby się opis – nie mogę się go doszukać, ale jak jest wręcz WZBRONIONY to oczywiście tam jest… i to na pół notki! Dziewczyno litości!
O Jezu! Na początku myślałem, że nie będzie aż tak źle. A jednak... Chyba nie zgadniesz, co właśnie mi się przydarzyło, gdy czytałem twoje opowiadanie. Teraz, gdy piszę tą ocenę jest po 12 w nocy a ja... usnąłem z nudów! Jeszcze nigdy mi się to nie przydarzyło! Zawsze siedzę przy komputerze do 4 lub 5 nad ranem i w ogóle ni chce mi się spać, a tutaj... niespodzianka. Ta nota to dno, zarówno w metaforycznym i dosłownym znaczeniu tego określenia.
W ten oto niezbyt zachęcający sposób przechodzę do rozdziału drugiego, chociaż aktualny wcale mnie do tego nie zachęcił. Widzę następną notkę przed sobą i patrząc na jej długość, mam chęć rzucić się z mostu.
Boże! Czemu ja?! Kogo musiałem zabić w poprzednim życiu, że mnie tak ukarałeś?!
Dobra, po opanowaniu swojej chwilowej słabości i ciągotów morderczych oraz samobójczych, jestem gotowy pisać dalszą część oceny (sam w to nie wierze...).
W tym rozdziale wprowadzasz Rona Weasley’a, ale jedyny komentarz, do jego osoby, na jaki się zdobyłaś (podejrzewam, że to był dla ciebie wielki wysiłek) brzmi następująco: „Jej jedynej z całego roku udało się pokonać mistrza tejże gry, Rona Weasley’a”. Wiem, że wyrwałem to z kontekstu i brzmi inaczej, ale w rozdziale jest wkomponowany jeszcze gorzej!
HURA! Malfoy wkracza na scenę! Ale… w tym samym momencie popsułaś wszystko. Zaell właśnie stał się męską wersją Mary Sue! Bleee… Nie mam siły ani chęci, żeby streszczać tutaj resztę tych bzdur, więc przechodzę do rozdziału trzeciego i (na razie) ostatniego. Dzięki bogom.
[W tragicznej potrzebie czegoś uspokajającego, włącza sobie piosenkę Alice’a Cooper’a – Poison, tak przy okazji. Facet jest paskudny, ale głos ma niczego sobie, gorąco polecam… XD]
Teraz Libby przez pół noty zastanawia się czy chce zobaczyć wspomnienia, które dostała od swojej „rodziny” (przynajmniej ja tak to zrozumiałem). Później zaczynasz wprowadzać czytelnika w wydarzenia z przeszłości… no w końcu! Może teraz się czegoś dowiem. Więc ojciec głównej bohaterki był krukonem, a ja do tej pory z przerażeniem zastanawiałem się czy to nie był Riddle. XD
No znowu lądujemy w Hogwarcie, ale czemu o tym nie uprzedziłaś?!
Myślę, że idea opowiadania jest naprawdę świetna, tylko wykonanie do niczego. Dobra rada: poszukaj sobie BETY.
ŚWIAT PRZEDSTAWIONY/BOHATEROWIE
MARYSUIZM atakuje mnie, z każdej strony! Na początku próbowałem cię z tego usprawiedliwiać, ale w pewnym momencie, to przerosło moje możliwości.
Libby Sephora Blackwood - główna bohaterka, wychowana przez ciotkę Elen (z opowiadania nie dowiedziałem się niczego więcej - to baaardzo źle. Musze jeszcze zajrzeć do działu "O mnie" może tam coś znajdę...).
Vanessa Eilan O’Donnel - najlepsza przyjaciółka Libby. Nic więcej nie wiem.
Zaell Isaac Carmichell (czyt. nasza męska wersja Mary Sue) - kolejny bohater idealny, z imionami tak wymyślnymi, że można sobie język połamać przy ich wymowie. Nic więcej na jego temat nie znalazłem w opowiadaniu.
TREŚĆ
Błąd na błędzie, błędem poganiany! W dodatku zero kanonu (to akurat mi się podoba XD). Szkoda tylko, że jest tak nudno. Nic się nie dzieje! To opowiadanie zabiłoby nieboszczyka! A teraz kilka przykładowych błędów (nie będę wymieniał wszystkich, bo życia by mi nie starczyło).
zdawał się błyszczeć w świetle księżycowej poświaty, do złudzenia przypominając kilkadziesiąt, ogromnych pochodni.
BEZ przecinka przed "ogromnych"!
Zawsze miała do nich szacunek, ba!, Sama się nimi interesowała!
Wykrzyknik KOŃCZY zdanie, po co ci ten przecinek?!! Prawidłowa wersja: "Zawsze miała do nich szacunek. Ba! Sama się nimi interesowała!"
- Mam nadzieję, że te upały lada moment się skończą – powiedziała, chowając klucze do kieszeni rozciągniętego swetra.
Był upał, a ona, miała na sobie sweter? MASOCHISTKA! (Niby to nie jest błąd, ale i tak razi mnie w oczy brakiem logiki...)
Niemniej jednak w sprawach nie mogących czekać, zmuszony jestem zjawić się właśnie tu i teraz.
"Niemogących" pisze się RAZEM, a "nie mogę", "nie można", etc. - osobno.
zapytał Dumbledore, przyglądając się uważnie Elen zza okularów.
Dlaczego to zdanie jest zaczęte z małej litery???
I tylko dlatego, że Jego potęga omamiła jej serce(...)
Przeciek po "tylko"!
ja nigdy bym nie zostawiła Mishy na pastwę losu.
I znowu zaczynasz zdanie małą literą.
co skłoniło by Mishę do powrotu.
"Skłoniłoby" pisze się RAZEM!
Takich durnych błędów masz pełno. I to w każdym rozdziale. Nie wypisywałem tutaj wszystkich, ale na serio było ich
dużo, dużo, dużo, dużo, dużo więcej.
DZIAŁ "O MNIE"
O tak! W końcu jakieś konkrety na temat opowiadania i bohaterów! Swoją drogą, dowiedziałem się stąd więcej niż z wszystkich rozdziałów razem wziętych!
MOWA KOŃCOWA
To opowiadanie z pewnością ma swój potencjał, ale wszystko zostaje zaprzepaszczone dzięki twojemu wykonaniu. Znajdź sobie Betę. Niech ona (lub on) sprawdza ci rozdziały, poprawia błędy i tym podobne. Aktualnie odrzuca mnie stąd wszystko oprócz grafiki, która daje się jakoś przełknąć. Mam nadzieję, że nie będę zmuszony zaglądać tutaj ponownie, dopóki czegoś nie poprawisz.
WERDYKT = Chyba mogę postawić ci
dwóję, ale i tak mocno naciąganą. Postaraj się pisać dalsze rozdziały podobnie do prologu, bo tylko on ratuje cię w moich oczach, gdyż był świetny. Później, coś poszło nie tak jak powinno.
Ocena by Greg